piątek, 30 grudnia 2011

Wymyśliłam sobie, że pierwszy filmowy wpis po tak długiej od blogowania przerwie winien traktować o dziele niezwykłym. Że niby zacznę od trzęsienia ziemi, a potem… zobaczy się co będzie. No więc zaczynam od dzieła niezwykłego. A takim jest bez wątpienia Char Dervesh. Bo czyż film zawierający sceny z naczelnym maczo Jej Masalowej Mości, wielkim Ferozem Khanem ujeżdżającym pegaza nie zasługuje na miano niezwykłego?

No ba!

Ciemną nocą w posępnej Świątyni Cierpliwości spotyka się trzech nieznajomych. Przybyli na miejsce, aby odprawić rytuał, który umożliwi im spełnienie ich pragnień. By jednak magii stało się zadość, winien zostać spełniony pewien warunek - tej samej nocy w zmurszałych murach świątyni musi zebrać się czterech nieznajomych. Mężczyźni czekają więc niecierpliwie na czwartego towarzysza. Ten zjawia się wkrótce i swoją osobą wzbudza niemałe zamieszanie. Lico czarne jak smoła, a na powozie  - pies siedzący na tronie i dwóch mężczyzn w klatce. Kuriozalny to widok, jednak smutna historia za nim stoi.

smutny feroz

Zaraz złapiecie smuta.

Qamar, choć piękny i młody, nie ma lekkiego życia. Od śmierci ojca wiedzie żywot włóczęgi, gdyż rodzeni bracia oszukali go i ograbili z jego części majątku. Mimo niewesołego położenia, młodzieniec zachowuje pogodę ducha i wrodzoną rezolutność, czym zaskarbia sobie powszechną sympatię, ale i raz po raz ładuje się w tarapaty. Pewnego razu, gdy za drobne przewinienie ścigany jest przez królewskie straże, przypadkiem trafia do pływalni królewny i od pierwszego wejrzenia zakochuje się w jej pięknej właścicielce. Tej samej nocy zakrada się do sypialni ukochanej, jednak wyprawa ta kończy się dla niego tragicznie – zostaje schwytany i surowo przez króla osądzony. Swego żywota ma dopełnić na budzącej powszechną trwogę Czarnej Wyspie…

W ostatniej podróży przez wielkie morze Qamarowi towarzyszą jego bracia. Ich podły charakter po raz kolejny daje znać o sobie – powodowani nienawiścią wyrzucają brata za burtę. Qamar, po ciężkich zmaganiach z żywiołem, dopływa do samotnej skały.

Ale to nie jest zwykła skała.

skala

To tajemne przejście do podwodnego królestwa czarownika Makana, do którego nasz dzielny bohater zostaje siłą wciągnięty...

A my zostajemy przeniesieni do barwnego świata rodem z baśni tysiąca i jednej nocy, który zamieszkują dwugłowe olbrzymy, dżiny wyskakujące z czarodziejskich lamp, niewyżyci czarownicy, zakochane królewny, kosmate pająki, tańczące koty, pegazy i wiele innych dziwów. W tym świecie można przelecieć się na latającym dywanie, przywdziać pelerynę-niewidkę i z magicznego błota wyczarować np. wielką armię. Pod warunkiem, że ma się zaprzyjaźnioną żmiję lub przynajmniej lampę z dżinem na podorędziu (z tym ostatnim trzeba jednak ostrożnie, wszak dżiny nie pracują 7 dni w tygodniu, a z ich związkiem zawodowym lepiej nie zadzierać).

A wśród tych dziwów jeszcze on – Feroze. Tu młody, piękny i żywiołowy, z pąsowym licem i już wówczas gęsto zalesionym torsem. W Char Dervesh jest niemal nie do poznania. Sztywność, szorstkość i maczyzm, które charakteryzują jego Kreacje z lat 70., tutaj ustępują (wciąż nie dowierzam) naturalności, chłopięcemu urokowi czy wręcz... niewinności! Frapuje mnie teraz myśl, kiedy zaszła ta wielka Metamorf(er)oza. Odkrycia tego zamierzam dokonać w nadchodzącym, 2012 roku i z radością podzielę się z Wami nowiną, gdy już odnajdę brakujące ogniwo między tym...

ferozek

...a tym.

yeah

Za Char Dervesh odpowiadają legendarni bracia Wadia, z którymi miałam przyjemność po raz pierwszy. I na pewno nie ostatni, bo to co ujrzałam, przeszło moje najśmielsze oczekiwania! Szalona, pełna akcji i miłosnych uniesień masala w kolorowym baśniowym anturażu to naprawdę piorunująca mieszanka. Po pobieżnej lekturze z radością wnioskuję, że bracia W. mają więcej podobnych dzieł na swoim koncie. Ostrzę więc pazury na Alladyna (z Meeną Kumari) i Alibabę i 40 rozbójników. No i najwyższa pora zapoznać się wreszcie z filmowym dorobkiem Nieustraszonej Nadii, która wystąpiła w kilku filmach wyreżyserowanych przez młodszego z braci, Homiego, poza tym w realu była jego żoną, a takie rodzinne produkcje (prawie) zawsze fajnie się ogląda :).

Char Dervesh czarującym filmem jest. Gorąco polecam, a sama chcę więcej młodego Feroza i filmów ze stajni Wadia Brothers! Bo to czad jest.

arrr

Naprawdę czad!

na dnie oceanu

ciepła woda - tak się zaczyna wielka przygoda

forfitery czarnoksiężnika

na chacie u Makana

cats

charchar

ostra zabawa

w siecimakana

i perwera do rana

zmijacharcharferoze kary

żmije, czary i Feroze kary

ciecie wlosow

efekt specjalny

dzinndzinn

dżinn

latajacy dywan

latający dywan

w pelerynce

Feroze w pelerynce-niewidce

spiaca krolewna

śpiąca królewna

sceneria sielska anielska

sceneria sielska w pięknie zwizualizowanym klipie (klik w obrazek), jakich zresztą w filmie wiele

ferozek

A na koniec anielskie lico Feroza w podzięce drogim Czytelniczkom za pamięć :D. Bo jak głosi chińskie przysłowie: gdy nie masz nic do ofiarowania, ofiaruj uśmiech. A ten Feroza wart jest więcej niż tysiąc słów.

patataj

patataj!

czwartek, 01 grudnia 2011

Niedawno minęło dokładnie 1,5 roku, odkąd zamieściłam ostatni wpis na blogu. Szmat to czasu.

Tęsknię. Prowadzenie bloga sprawiało mi dużą frajdę. Chcę znowu!

Poważnie myślałam o zdradzie felernego bloxa i skoku w bok z bloggerem. Zostaję jednak. Szkoda mi starego hardbojlda.

Oddzielę się jeno grubą krechą od tego, co było. Tak symbolicznie, że niby teraz to coś nowego.

 

 

 

Bo w sumie będzie to coś nowego.

Wpisy już oficjalnie będą rzadko.

Pojawią się nowi Bohaterowie. A przynajmniej jeden.

No i szablon nowy jest. Nowością jest to, że jego twarzą nie jest Vinod (mimo, iż wciąż go miłuję). Nowy hardbojldowy szablon sponsorują Shashi (jako manifestacja Wonderlandu) i Feroze (the Hardboiled).

Chyba wsio.  

13:11, tao_paipai , kołomurka
Link Komentarze (5) »
sobota, 15 maja 2010

Sunil Dutt nie zaskarbił sobie dotąd ani mojej sympatii, ani podziwu i zachwytów. Ale wdzięczna mu będę po wsze czasy za Man Ka Meet. Film ten, wyprodukowany przezeń w 1968 roku, wprowadził do świata filmowego cztery nowe twarze:

 somleenasandhya

Som Dutt – młodszy brat Sunila, kariery nie zrobił; Leena Chandavarkar – śliczna aktorka, która może statusu gwiazdy nie osiągnęła, niemniej zagrała w dość sporej ilości filmów u boku największych gwiazd lat 70., prywatnie żona Kishore'a Kumara; Sandhya Rani –  ta pani bardzo szybko zniknęła z ekranów.

Brakuje nam jeszcze czwartej nowej twarzy wylansowanej przez Sunila. Skoro poświęcam jej osobny akapit, można domyślać się, że to postać ważna i wielka, nie tylko dla indyjskiego światka filmowego, ale i dla tego bloga :>. To jedna z największych gwiazd Bollywoodu lat 70., aktor-legenda, który wystąpił w blisko 200 filmach, a grono jego fanów jest po dziś dzień bardzo liczne. Panie i Panowie, przed Wami, w swoim filmowym debiucie, jedyny i niepowtarzalny

 VINOOOOOOOOOD KHANNA!!!

Trochę historii. Jak wieść gminna niesie, Sunil Dutt wypatrzył Vinoda – wysokiego, przystojnego, szczupłego wówczas młodziana podczas jednej z imprez, których Vinod był stałym bywalcem. Zaproponował mu udział w pierwszym produkowanym przez siebie filmie. Jako że hero był już obsadzony (i skoro był to brat Sunila to o zmianach obsadowych nie mogło być mowy), zaoferował Vinodowi rolę Złego. Jak wiadomo, aktorzy indyjscy mało entuzjastycznie podchodzą do tego typu ofert. Nikt nie chce grać nienawidzonego przez publikę villiana, zwłaszcza w swoim debiucie. Vinod jednak przystał na propozycję i, mimo domowych komplikacji, grzecznie stawił się na planie Man Ka Meet. Debiutu może pozazdrościć mu niejeden aktor. Chłopak bez koneksji w światku filmowym, wcielający się w antypatyczną negatywną postać, całkowicie przyćmił obsadzonego w roli głównej bezpłciowego Soma Dutta, brata słynnego Sunila. Rola podłego Prana (wyborny dobór imienia :D) została doceniona zarówno przez krytyków, jak i publiczność. Entuzjazm widzów przełożył się propozycje zawodowe – niedługo po premierze Man Ka Meet Vinod został zasypany ofertami występów w kolejnych filmach. Reszta to już Historia.

Powodzenie debiutu Vinoda tym bardziej godne jest podziwu, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że sam film hitem czy sukcesem kasowym nie był. To mocno przeciętny romans z elementami thrillera i waśniami rodzinnymi a’la Dynastia. Przeciętny, ale oglądalny i momentami nawet wciągający. 

Lala-ji (Om Prakash), wiekowy schorowany milioner, chce zapewnić swojej ukochanej wnuczce Aarti (Leena) godziwą przyszłość, czem prędzej wydając ją za mąż i przepisując jej swoją fortunę. Jego pośpiech spowodowany jest nie tylko słabym stanem zdrowia, ale i pazernością rodziny i współpracowników, którzy tylko czekają, by rzucić się na bogactwa starca. Aarti jednak nie chce wychodzić za mąż i odrzuca wszystkich kandydatów znalezionych przez dziadka, także uwielbianego przezeń Prana (Vinod), dalekiego kuzyna dziewczyny. Lala-ji dostaje zawału serca. Sytuacja jest napięta. Aarti postanawia znaleźć sobie tymczasowego narzeczonego, do momentu, gdy stan zdrowia dziadka ustabilizuje się. Prosi Somu (Som Dutt), przypadkowo poznanego w pociągu biednego wieśniaka, aby pomógł jej i udawał jej narzeczonego. Chłopak, mimo początkowych rozterek natury moralnej, godzi się pomóc dziewczynie. Opuszcza ukochaną maa-ji i odmieniony niemal nie do poznania, przybywa do rezydencji Aarti jako jej bogaty narzeczony. Lala-ji jest zachwycony młodzieńcem. Pran jednak nie daje się nabrać – szybko rozpoznaje oszustwo i zaczyna knować za plecami dziewczyny. Gra warta jest świeczki – fortuna starca jest naprawdę ogromna…  

Tak mniej więcej przedstawia się fabuła, która, choć atutem filmu nie jest, to jednak plusuje kilkoma elementami zaskoczenia. Aktorstwo, mimo chlubnego wyjątku Vinoda, charyzmatycznego Rajendry Natha i jak zawsze kochanego Oma Prakasha, też nie olśniewa. Momentami jest wręcz nie do zniesienia - mam tu na myśli koszmarną Manoramę, którą widziałam po raz pierwszy oraz Soma Dutta, "wcielającego się" w głównego męskiego bohatera. Wpuszczenie tego człowieka na plan filmowy było totalnym nieporozumieniem - ani nie wygląda, ani nie gra, ani... Przykro to pisać, ale to po prostu bezpłciowy, kretyńsko się uśmiechający, pozbawiony talentu i charyzmy młodszy brat Wielkiego Brata. Gdyby nie rodzinne koneksje, nikt nie zaprosiłby go na plan filmowy. Zastanawiam się, jak to się stało, że po Man Ka Meet wystąpił jeszcze w kilku filmach. Może i je wyprodukował Wielki Brat? Ale ale, wróćmy do filmu - tym, co w Man ka Meet może się podobać, są przede wszystkim przepiękne zdjęcia zrobione w górskim, słonecznym plenerze. Świetne zwizualizowane są piosenki (same zresztą bardzo ładne), zwłaszcza pierwsza, pociągowa, która zachwyca nie tylko wizją, ale i odważną choreografią. Pierwsze skojarzenie - Chaiyya Chaiyya. Czyżby twórcy Dil Se z Man Ka Meet czerpali inspiracje? Podobieństwo obydwu klipów jest tak duże, że nie zdziwiłabym się. Jaka szkoda, że na tubce nie ma pierwowzoru!    

Na koniec mam niewesołe wieści odnośnie DVD - jedyne dostępne na rynku wydanie (T(refne)-Serie(s)) jest bez napisów. Szkoda, bo myślę, że znalazło by się kilka niehindijęzycznych osób, które z Man Ka Meet chciały by się zapoznać. Jako fanka Vinoda oczywiście zacisnęłam zęby i barierę językową zignorowałam. I dziwuję się wielce, bo praktycznie nie miałam większych problemów ze zrozumieniem fabuły. W przypadku Man Ka Meet znajomość kilkunastu podstawowych słów w hindi okazała się zupełnie wystarczająca :D (czego o Trefnym wydaniu Yahudi napisać już nie mogę :/). Dlatego, mimo pewnych językowych utrudnień i ogólnej przeciętności filmu, zachęcam zainteresowanych debiutem Vinoda – warto się wysilić, wszak w Man Ka Meet jest tak wiele wiekopomnych vidoków!

przede wszystkim Wejście Vinoda
wejście smoka   
Pierwsze zbliżenie na Vinoda
pierwsze zbliżenie
Pierwszy (i jeden z nielicznych zresztą) taniec Vinoda!
he sholud be dancing, yeah!
Pierwszy (i jeden z licznych) kopniak Vinoda
kopniak
Pierwszy nelson (nelSom?) Vinoda
nelsoM
(tak pięknie po latach w pewnym AAArcydziele powtórzony
aaanthonelson)
Pierwszy nóż Vinoda (w towarzystwie jabłuszka widziany także w Zameer)
jabluszko
Pierwsza Spluwa
spluwa
Pierwsza Siekiera! :O
to se porabiemy troche!
I sam Vinod, od debiutu grzesznie BOSKI
mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm!
a to już obrzydliwie mdły Som
som na złom
śliczna Leena (w szpitalu, wielce poturbowana)
leena
kozacko odziany Jeevan
dziwan
śliczne wizualizacje piosenek
śliczne
trochę horroru
horror
i fajna focia
fascynująca czwórka
Na więcej zdjęć głupi blox niestety nie pozwala. Bu!
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 48