|
bang bang my baby shot me down
poniedziałek, 08 lutego 2010
Sexy sanyasi
Może o tym wiecie, a może nie - Vinod Khanna pod koniec lat 70. porzucił karierę filmową i wygody życiowe, by wyjechać do USA i zamieszkać w Rajneeshpuram - "mieście" stworzonym przez jego przewodnika duchowego, Osho. Służył tam wiernie swemu guru, zajmując się jego ogrodem, czyszcząc toalety, przygotowując posiłki i... mierząc dla niego ubrania, gdyż byli podobnej postury. Wszystko po to, by odnaleźć sens życia i osiągnąć spokój ducha. Niedawno natknęłam się w sieci na Vinodowe zdjęcia z czasu pobytu w Rajneeshpuram. Wyglądają na autentyki. Wielkie :O!
sobota, 30 stycznia 2010
Krew, melancholia i upadły anioł
Ostatnimi czasy, głównie z przyczyn szkolnych (choć też z hobbystycznych niezmiennie) pochłania mnie kino japońskie. Intensywna lektura ksiąg przeróżnych przyniosła wiele fascynaczczych odkryć. Co ciekawe, głównie muzycznych. Dziś kilka słów o tym Naj. O artystce obdarzonej przecudną urodą, wielką charyzmą i anielskim głosem. Przed Państwem Meiko Kaji !
Meiko Kaji to przede wszystkim aktorka. Szczyt jej filmowej kariery przypadł na lata 70. Mimo delikatnej, kruchej urody grywała głównie w filmach historycznych, yakuza i exploitation, w których kreowała kobiety silne, zdecydowane, niezależne, śmiało stawiające czoła przeciwnościom losu i mężczyznom. Jej bohaterki daleko odbiegały od stereotypowych wyobrażeń kobiety japońskiej. Uległość, pokora, bezwolność, ślepe oddanie - co to to nie Meiko!
Najsłynniejsze filmy aktorki to seria Female Convict Scorpion oraz wydana u nas przez Blinka LADY SNOWBLOOD. Pod pierwszym tytułem kryje się 4-częściowy cykl brutalnych i wyuzdanych filmów women in prison, drugi to klasyczna opowieść o zemście w historycznym anturażu. W filmach tych Meiko gra bezwględną mścicielkę, srogo karcącą tych, którzy skrzywdzili ją i jej rodzinę.
Jednak kariera Meiko nie tylko aktorskimi ścieżkami kroczyła. Matka Natura nie poskąpiła tej pięknej artystce talentów - obdarzyła ją także niezwykłym głosem. Głos jej, krystalicznie czysty, delikatny i silny zarazem, podziwiać można słuchając chociażby soundtracków do filmów, w których występowała. Najsłynniejsze nagrania Meiko pochodzą z akapit wyżej wzmiankowanych filmów. Są Wam najpewniej znane - Quentin Tarantino wykorzystał je na OSTach do Killów Billów (a z samej Lady Snowblood zaczerpnął wiele pomysłów). Posłuchajmy więc: Shura no hana (poniższe filmiki zawierają sceny z LadySB i FCS, ostrzegam więc przed spoilerami i drastycznymi scenami :O)
Urami Bushi
Meiko wydała także kilka niefilmowych albumów muzycznych. Z braku konkretnych informacji w sieci trudno jest jednak się ich doliczyć. Na pewnika mogę wymienić 3 tytuły: Sareyo, Sareyo, Kanashimi No Shirabe, Kyō No Wagami Wa.. i Zenkyoku Shu. Do tego trzeba dodać kilka singli, w tym najnowszy, z 2009 roku: Onna o Yametai. Poniżej linkuję zestaw utworów Meiko, które jak dotąd najbardziej przypadły mi do gustu. Wybór był trudny, bo podoba mi się w zasadzie wszystko, co Meiko śpiewa :). Dlatego też ilości sznurków na siłę nie ograniczałam - tyle tu tego, ile blox zdołał pomieścić. Jako ciekawostkę dodam, że większość z tych piosenek (jeśli nie wszystkie) to enka - rodzaj nostalgicznych, sentymentalnych ballad, bardzo popularnych do dziś w Japonii. Być może w przyszłości spróbuję wysilić się na mały enkowy cykl na hardbojldzie (proszę jednak nie traktować "deklaracji" poważnie, bo różnie to u mnie bywa z konsekwencją :P). Wróćmy więc do Meiko i jej słowiczych treli. Zapraszam do krainy melancholii i niebiańskich dźwięków. Ach. Nie wiem jak Wy, ale ja się rozpływam :). Meiko, jesteś boska!
środa, 13 stycznia 2010
Naginowe zrzuty
atak straszliwego sępa z innej perspektywy wielki gul Jeetendry taniec godowy Pożądliwych Węży - wielość figur może wprawić w osłupienie! (po więcej odsyłam do jedynej słusznej PIOSENKI z filmu)![]() Jeetu, jak na prawdziwego węża przystało, potrafi zsunąć się z drzewa nawet w formie ludzkiej tu już jego forma wężowa i jego Klejnot a to sprawca całego Zła nie przyjdzie mu długo czekać na karę - Jeetu wszystko widział i w ostatnim tchnieniu ukazał pałającej żądzą zemsty lubej swej złoczyńcę Wężyca szybko wzięła sprawy w swoje, yyy, ręce? i potraktowała nieszczęśnika swoim jadem Film dramatycznymi minami stoi. Ci, którzy przy życiu pozostali, mieli niewesoło.![]() ![]() ![]() ![]() (czyż nie jestem podobny do Feroza-bhai?)![]() Ale co się dziwić bohaterom...![]() ![]() ![]() (ciekawostka przyrodnicza - poziomo rosnące drzewa) z pomocą przychodzi im zaklinacz węży - Prem Nath(niony) stosuje iście szatańskie sztuczki, by odstraszyć Wężycę ta jednak pozostaje niewzruszona i żałobę swą próbuje zagłuszyć kolejnymi mordami Uff, ale odetchnijmy trochę! przed Wami bossski Kabir Bedi! który nader chętnie uracza nas w filmie swoimi wdziękami (rozochocone odsyłam TU) poza tym zawstydził Ranjeeta rozchełstem po sam pas Ranjeetowi było to bardzo nie w smak i się wkurzył Feroz, jak na Feroza przystało, też był czasem wkurzony dobra, tyle chłopa, teraz babeczki: piękna Rekha Yogeeta Bali z jej udziałem, ekhm, elektryzująca scena łóżkowa (Vinod Mehra zawstydził wszystkich!) Mumtaz i jej wężowy taniec![]() Reena Roy w gniewnej zieleni (zapomniałam w notce wspomnieć, jak to ciekawie wykorzystano w filmie symbolikę kolorów) drapieżna scena walki z udziałem Reeny i Rekhi (TU w całości)![]() a na koniec raz jeszcze Człowiek na Linie i jego bój z siłami natury
wtorek, 05 stycznia 2010
Nagin (1976)
Sceneria sielankowa - w blasku słonecznym skąpana, bujnie zielona polana. A na tej polanie piękny młody Pożądliwy Wąż, przybrawszy ludzką formę, wyczekuje swej lubej. Jak niezwyczajna będzie to schadzka, wie tylko ten, kto zna naturę pożądliwych węży. Istoty owe muszą bowiem przeczekać całe s t o lat, by móc przyoblec człowiecze kształty i odnaleźć spełnienie w ramionach kochanka. A i spełnienia owego kiedy bądź szukać nie mogą, w bezksiężycową noc jeno. Jakże pieskie jest życie pożądliwych węży! Wróćmy jednak na polanę. Słonko wciąż bezlitośnie żarzy, a nasz wężyczek, cierpiąc miłosne męki, czeka i czeka... Wtem, powietrze rozdziera złowieszczy jazgot. Nie, to nie może być prawda... To... to SĘP!!! Wężyka ogarnia wielka trwoga. Co sił w nogach zrywa się do ucieczki, lecz daremny, ech, daremny jest jego trud! Plugawy padlinożerca jest wielokroć szybszy, silniejszy, zwinniejszy. Raz po raz brutalnie atakuje nieszczęsnika, aż w końcu ten, rażony straszliwym ciosem z pazura, pada i, wijąc się w trawie, rozpaczliwie próbuje odeprzeć zmasowany atak dziobem.
Koniec jego jest bliski, nie wyrwie się już ze szponów śmierci...
Aż tu nagle PIF PAF! Jest Wybawca!
Chwacki ten mąż znienacka dżipem nadjeżdża i z dwururki celnym strzałem kładzie agresora! Pożądliwy Wąż cudem uchodzi z życiem, a wdzięczny jaki - bezgranicznie! Dłonie w podzięce składa i słowem przemiłym raczy. Wybawiciel, a skromny zeń człowiek, podkreślić trzeba, zasług swych nie uznaje. W pogawędkę się jeno wdaje i pytań wiele zadaje. W tym jedno, niespodziewane jakże: "czy w okolicy widywano pożądliwe węże?"... Panie i Panowie, tymże dramatycznym dziełem po wielomiesiecznej przerwie wraca na masalowe łono lojalny sługa Jej Masalowej Mości, tao paipai we własnej osobie! Choć przerwa była długa, nic to nie znaczy, bo Miłość sługi wciąż Wielka, niesłabnąca, choć przez prozę życia jakby nieco... nierozkwitająca. Ale nic to, nie o to, wróćmy do Dzieła. Dzieło to bowiem zawiłością swą zadziwia i onieśmiela... Co uczyni Wąż? Czy ujawni Wybawicielowi swe prawdziwe oblicze? A jakże! Spoiler to jednak żaden, bo jesteśmy dopiero w 5tej minucie filmu i przed nami wciąż zawiązanie akcji. Wszak nie poznaliśmy jeszcze większości głównych bohaterów! A są nimi, oprócz Wybawcy: kumple Wybawcy oraz luba węża, czyli Pożądliwa Wężyca. Przyjaciół Wybawiciela poznajemy w scenie następującej po Ataku Sępa. Zgrana z nich paczka, nie przepuszczą żadnej okazji, by się spotkać i wesoło poimprezować. Choć życie wielu z nich różami bynajmniej nie jest usłane. Ot, choćby pierwszy z brzegu (Sanjay Khan), imienia niestety nie pomnę. Poczciwy to chłopina, ale owdowiał wcześnie i samotnie wychowuje ukochaną córeczkę. Drugi (MEGAapetyczny Kabirrr Bedi!) jest ateistą, który tkwi w męczącym związku z wierzącą kobietą, krzywdząc tym nie tylko siebie, lecz przede wszystkim swą nieszczęsną żonę. Trzeci (Vinod Mehra) to nadziany maminsynuś, czwarty (?) - niezbyt rozgarnięty lovelas, a piąty (tadam tadam - the One and Only Feroze Khan!) - chodząca Tajemnica...
W jaki sposób losy tych pięciu mężczyzn splotą się z losami pożądliwych węży? Stanie się to podczas urodzinowej imprezy córeczki Wdowca - wtedy to Wybawca, poinformowany uprzednio przez Pożądliwego Węża o jego nocnej schadzce z Wężycą, podczas której ma dojść do długo wyczekiwanej konsumpcji ich związku (a polega ona na tym, że Wąż ściąga klejnot ze swego czoła, a Wężyca wykonuje wokół niego (klejnotu) ekstatyczny taniec. Choć może to tylko taka gra wstępna?) przekona kolegów, by wspólnie udali się do lasu obejrzeć to niezwykle podniecające widowisko. Panowie, choć w istnienie takich istot nie wierzą, usłyszawszy nagle kobiecy śpiew, podążają za kolegą w leśne chaszcze. Ukryci w gąszczu, z wypiekami na twarzy podglądają nieprzyzwoite harce tajemniczej, zjawiskowo pięknej kobiety (Reena Roy).
Aż tu nagle, wprost na roztańczoną piękność, z drzewa zsuwa się wąż. Przerażony Lovelas chwyta swój pistolet... i pozbawia gada życia (farewell Jeetu!). Wężyca wpada w rozpacz i poprzysięga zemstę. Zemstę krwawą, bezlitosną i nie tylko na zabójcy, lecz także na jego feralnych koleżkach. Czy ktoś będzie w stanie ją powstrzymać? Czy ktoś zdoła zapobiec rozlewowi niewinnej krwi? Tak oto zaczyna się krwawy rozdział filmu, obfitujący w efektowne mordy, straszliwe wizje umrzyków, ociekające erotyzmem sceny uwodzenia, popisówki speców od efektów specjalnych/nej troski i wiele wiele innych atrakcji. Przeżyjemy wraz z głównymi bohaterami chwile grozy, gdy Pożądliwa Wężyca zacznie dokonywać swej zemsty, ale i jej los - kobiety, która utraciła miłość swego życia, nie pozostanie nam obojętny. Tak, dzieło to ma nam bardzo wiele do zaoferowania. Ponad wszystko jednak... przeszło 2 godziny nudy. Tak, niestety, to prawda. Dzieło to, z pozoru (i z początku) tak atrakcyjne, okazuje się być w części znacznej zwyczajnie nużące. Całą winę za to ponosi partacki scenariusz. Jest tak p r z e w i d y w a l n y, że aż zęby bolą. No dobra, przewidywalność znakomitej części indyjskich filmów rozrywkowych to chleb powszedni, ale od obrazów "grozy" i "dreszczowców" czegoś jednak się wymaga. Przynajmniej ja wymagam jakiegoś śladowego choćby elementu zaskoczenia. A tu nic. Całość podąża jedną schematyczną ścieżką: Wężyca po kolei eliminuje uczestników feralnej leśnej eskapady, uprzednio przeobrażając się w ich ukochane (lub inne atrakcyjne kobiety) i wodząc ich na pokuszenie. Niemal zawsze jest przy tym odziana w krwistoczerwone, wyzywające szmatki. W międzyczasie musimy oczywiście poznać historię każdego z bohaterów. Niemal każdy ma też swoją miłosną pieśń. Tak, bez najmniejszego problemu można przewidzieć kolejne zdarzenia ekranowe i niestety, mimo obiecującego, po Hitchcockowsku roztrzęsionego początku, dość szybko traci się zainteresowanie resztą filmu. No dobra, gdyby jeszcze jakoś zgrabniej, szybciej, sprawniej poprowadzono narrację. A tu flaki z olejem i kluchy leniwe. Żal, do diaska!, ŻAL!!! Bo taki fajny pomysł, bo cacane motywy mitologicznych NAGÓW i kobiecej zemsty, bo bohaterowie nieźle napisani, i tylu fajowych aktorów! No właśnie, kilka słów o obsadzie. Nagin to multistarrer pełną gębą. Jakim cudem reżyser, niejaki Rajkumar Kohli zdołał zgromadzić tyle Gwiazd na planie (i po 3 latach powtórzyć ten wyczyn przy realizacji Jaani Dushman, którego już panicznie się boję) nie wiem, ale chwała mu za to i szacunek! Ograniczając się do najgłośniejszych nazwisk: jest tu drętwy Sunil Dutt, boscy bracia Feroz i Sanjay Khanowie (znaczy o boskości tego drugiego przekonana jeszcze nie jestem, bo dopiero go poznałam), uberseksowny Kabir Bedi, Vinod Mehra, Jeetendra (choć na wizji króciutko), Prem Nath, Ranjeet, a z kobietek: jak zwykle oszałamiająca Rekha, Yogeeta Bali, Mumtaz w jednej ze swych ostatnich ról, Aruna Irani i Reena Roy, która bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie swoją, hmm, wcale dojrzałą kreacją. Obsada to jeden z największych atutów, ale i niestety gwóźdź do trumny tego filmu. Za dużo wątków! Na pociechę dodam, że finał po trosze rekompensuje nudny "środek". Coby zbytnio nie spoilerować napiszę jedynie, że starodonowego DżejDżeja wyczyny na linie są tylko marnym popisem przy tym, co w Naginie uczynił Sunil Dutt.
Nie zachęcam i nie odradzam, mierzcie się z tym demonem na własną odpowiedzialność. Obawiam się jednak, że Cicha Rozpacz, tak finezyjnie poniżej ukazana przez Mistrza Subtelnej Mimiki, Wielkiego Feroza Khana i Wam, nieliczni Śmiałkowie, niechybnie przypadnie w udziale... ![]() ![]() ![]() ![]() *zrzuty w osobnej NOTCE*
czwartek, 15 października 2009
|
Archiwum
Ostatnie notki
Zakładki:
BLOGOWISKO
blogi zagraniczne
FILMY
Indie
skośna Azja
reszta świata
SZNURKI
|